Nasza sesja, energia pracy, rytm, okoliczności przyrody, sam dom, w którym się spotkaliśmy i pracowaliśmy
i ten lecący Richter w tle…to wszystko wydaje mi się efektem wieloletniej pracy,
twórczej myśli, potrzeby tworzenia wrażliwej na dobór tworzywa, przestrzeni,
ale też i ludzi którzy współtworzą całość.

Małgorzata Mikołajczak
 – aktorka, modelka, absolwentka Akademii Teatralnej w Warszawie. Swój debiut teatralny miała na deskach Teatru Współczesnego
w Warszawie. Gościnnie występuje w Teatrze Ateneum czy Teatrze
im. Jana Kochanowskiego w Opolu, na stałe związana z grupą teatralną Potemotem. Brała udział w takich produkcjach filmowych jak: „Odwróceni. Ojcowie i córki”, „Der Uberlaufer”, „Teściowie” czy ostatnio „Gry rodzinne”. Pasjonatka kina kostiumowego, dalekich i samotnych wycieczek wysokogórskich, tańców i śpiewów ludowych.

ZOBACZ

Małgorzata Mikołajczak & TAMO

Modelka, aktorka…a może jeszcze ktoś…jak określasz siebie na co dzień?

Zdecydowanie bardziej wolę i lubię być postrzegana jako aktorka, jeśli rozmawiamy o zawodzie. Dlaczego? Bo w tym kierunku kształciłam się, ten zawód o wiele bardziej mnie interesuje, w nim widzę większy wachlarz możliwości kreacji i rozwoju. W modelingu zaczęłam pracować dopiero po studiach na Akademii i jestem bardzo wdzięczna, że mam takie warunki fizyczne żeby w ten sposób sobie dorabiać, zwłaszcza w momentach przestoju w aktorstwie, są to dziedziny w jakimś stopniu zbliżone, pewne elementy się nakładają, czasem też jedna rzecz napędza drugą, ale nie zdarzyło mi się jeszcze zrezygnować z dnia zdjęciowego, spektaklu na rzecz zlecenia modelingowego.
Jak jeszcze określam siebie na co dzień nie w kontekście zawodu? To chyba zależy od okoliczności jestem siostrą, córką, partnerką, przyjaciółką, dobrze zorganizowaną ogarniaczką, mam nadzieję kimś na kim można polegać i po prostu chciałabym być postrzegana
jako dobry, ciepły człowiek.

Twój zawód to bycie w nieustannym ruchu, jak wpływa on i łączy się z Twoją codziennością?

To prawda. Bywają takie tygodnie, miesiące, że budzę się w hotelu i potrzebuję chwili, żeby sobie przypomnieć gdzie jestem i co robię w tym pokoju. W sierpniu nie spędziłam nocy w swoim łóżku jak później analizowałam bardziej intensywny czas. Na pewno trudno w takim rytmie życia o regularność i nawyki. Zawsze też bardzo ubolewam nad niemożliwością dołączenia na stałe na zorganizowane zajęcia w tygodniu. Zaczynałam już lekcje stepu, sekcje wspinaczkowe, pilates, zajęcia śpiewacze czy naukę tanga albo flamenco, ale z reguły po trzech/czterech zajęciach wpadało mi waśnie zlecenie modelingowe albo próba w teatrze. Potem to się powtarzało i już trudno było mi nadgonić zaległości. Nawet indywidualni instruktorzy wymagają jakiejś rutyny, co naprawdę przy tak wolnych zawodach i byciu zależnym od innych ludzi jest trudne do osiągnięcia. Z drugiej strony czasami tydzień po tygodniu czekasz na telefon i chcesz produktywnie ten czas wykorzystać. Jedynym wyjściem jest trzymać siebie samego w ryzach, każdego dnia organizować i planować sobie następny, czytać, oglądać i być nieustannie gotowym na zmiany. 

Jakie momenty wpływają na Twój lepszy dzień czy kreatywność? 

Na mój lepszy dzień..? Chyba właśnie jak jest zaplanowany, wypełniony i jak mam dużo rzeczy do zrobienia, wtedy jestem jeszcze bardziej produktywna i zasypiam z poczuciem wykorzystanego czasu. Na pewno też przestrzeń, w której spędzam dzień ma duże znaczenie
i właśnie to co robię, czym danego dnia się zajmuję. Im trudniejsza i bardziej wymagająca czynność, emocjonalna scena do zagrania, nagranie selftapów, które mogą zadecydować o mojej przyszłości i najbliższym pół roku to staje na głowie i jestem wtedy bardzo kreatywna
i dobrze zorganizowana, żeby wykorzystać cały swój potencjał i zrobić to najlepiej jak umiem. 

Czy Twój dom jest formą wyrazu Twojej osobowości?
Które miejsce i momenty lubisz w nim najbardziej i dlaczego?

Mój dom czy jest moim azylem? Które momenty lubię najbardziej? Czym lubię się otaczać? W tym roku przeprowadzałam się cztery razy... Nie mam swojego mieszkania w Warszawie, a myśląc o domu nieustannie myślę jeszcze o moim rodzinnym domu, w którym się wychowywałam. Ostatnio, głównie przez te przeprowadzkowe historie sporo myślałam na ten temat. Jestem obecnie zawieszona gdzieś pomiędzy moją rodzinną przestrzenią, do której uwielbiam wracać wychowywałam się na skraju lasu w otoczeniu pięknych jezior i rzek,
a Warszawą miastem, które stwarza najlepsze okoliczności żeby w moich zawodach pracować. Jednak rynek kredytowy czy wynajmu obecnie jest zatrważający, zwłaszcza kiedy w pojedynkę próbuję się stawić temu czoła. Uważam, że dom absolutnie powinien być azylem pod każdym względem i że trzeba na ile można zainwestować w przestrzeń żeby czuć się jak u siebie.
Ja pierwsze swoje zarobione pieniądze wydałam na koce, poduszki, fotel kupiony na pchlim targu na Kole, żeby właśnie poczuć, że mam swoje miejsce. Teraz jak się przeprowadzam to mam meble, kwiaty, filiżanki, dywan, rzeczy z którymi wiążą się jakieś historie i które raczej nie są nowe, ale z drugiej ręki, dorwane właśnie na pchlich targach czy w komisach w małych miejscowościach.

Wspomniałaś, że lubisz współpracę z mniejszymi, rzemieślniczymi markami, dlaczego?

Tak, bardzo lubię pracować z klientami, twórcami marek niszowych i poznawać ich osobiście. Uwielbiam słuchać ich historii, jak potoczyły się ich losy, że są tu gdzie są i zajmują się swoją firmą, którą stworzyli często sami od początku. Podziwiam ich wytrwałość, pasje, ukochanie szczegółu i przede wszystkim jakość materiału, z którego wykonują rzeczy. W większości przypadków pracowałam z właścicielami polskich marek modowych i często mieliśmy zdjęcia wyjazdowe tylko z klientem i fotografem, które zamieniały się w spotkanie i bliższe poznanie. Mam mnóstwo cudownych wspomnień i anegdot związanych z taką współpracą. 

Jak wyglądała i zaczęła się współpraca z TAMO, jakie wzbudziła w Tobie emocje?

Wasza dyrektor artystyczna Anka Sanetra napisała do mnie na Instagramie z zapytaniem czy nie wejdę we współpracę.
Jak tylko zobaczyłam meble to nie zastanawiałam się długo. Prostota, ale też i detal tak dopracowany i drewno i kolory, no wszystko tak bardzo się zgadza, totalnie w moim guście, od razu chciałam być częścią tego projektu. Urządziłabym sobie całe mieszkanie w Tamo!
Na początku naszej współpracy sama zaproponowałam barter, łóżko HUG skradło moje serce, ale potem moja kolejna przeprowadzka
i realia zmusiły mnie do rezygnacji z tego pomysłu. 

Czy wybrałabyś markę TAMO jako część aranżacji swojego wymarzonego domu?
Które z produktów byłyby jej częścią i dlaczego?

Trudny wybór... ale myślę, że oprócz łóżka to drugim moim wyborem byłaby sofa modułowa TORI. Bardzo podoba mi się to założenie modułowe, nieustannej zmiany, chyba najbardziej się utożsamiam z tym meblem hahaha…

Co cenisz sobie w Naszej marce najbardziej?

Co cenię w TAMO… Spójność, prostotę, materiał, detal. Nasza sesja, energia pracy, rytm, okoliczności przyrody, sam dom,
w którym się spotkaliśmy i pracowaliśmy i ten lecący Richter w tle…to wszystko wydaje mi się efektem wieloletniej pracy,
twórczej myśli, potrzeby tworzenia wrażliwej na dobór tworzywa, przestrzeni, ale też i ludzi, którzy współtworzą całość.